Opublikowano Dodaj komentarz

How Jay-Z Avoided Every Trap Eminem Fell Into

Porównanie bardzo różnych ścieżek kariery 2 potężnych tytanów przemysłu.

Na długo przed 2013 roku clunky „Rap God” singiel, termin „selfmythologizing” był praktycznie synonimem JAY-Z i całej jego kariery. On flexed o najdziwniejszych i najbardziej okazjonalnie błyskotliwych rzeczy: utraty 92 cegieł kokainy, jest w stanie sprzedać wodę do studni, dumbing down jego schematy rymów, a później w dół linii, on nawet flexed dając milion dolarów warte gry za $ 9,99. Wiele z tych rzeczy, które powinny być gwoździem do trumny jego kariery, zamiast tego wzmocniły jego reputację jako jednego z najwspanialszych umysłów Hip-Hopu. Opanował sztukę przechwalania się bez przechwalania się, sztukę udawania, że się przejmuje, kiedy się nie przejmuje i sztukę pozostawania zimnym jak lód bez względu na sytuację. Wielokrotnie odnosił się do siebie jak do boga, często wybierając „Jay Hova” lub po prostu „Hov.”

Jay był wieloma pierwszymi dla Hip-Hopu. Był pierwszym raperem, który został wprowadzony do Songwriters Hall of Fame. Był też pierwszym raperem, który stał się miliarderem. Ale niektóre pierwsze kroki były niespodziewane nawet dla największych fanów Hov’a. Ta niespodzianka przyszła w postaci 4:44, raperów katarktyczny & konfesyjny 13 album studyjny. Jay’s flow i wordplay są tu tak zręczne i subtelne jak zawsze, ale jego forma jest luźniejsza: jego flow plącze się wokół, słowa wydają się wyłaniać w zrywach, zamiast jego charakterystycznej postawy. Ta konwersacyjna jakość i nowe podejście, które przyjął na 4:44, pozwoliły mu rozciągnąć schematy flow w najróżniejszych interesujących kierunkach, zmieniając kadencje często i sprawnie, ale w sposób, który rzadko zwracał na siebie uwagę, ale nie był na tyle stagnacyjny, by być nudnym.

Shawn Carter ma prawie 50 lat. Pięćdziesiąt. Kurwa. Lat. Old. Let that sink in. Nie tylko Hova jest prawie tak stary jak gatunek znany jako Hip-Hop, ale również udało mu się utrzymać udany chwyt na komercyjnym supermarkecie dłużej niż raperzy tacy jak Joey Bada$$, Earl Sweatshirt, Denzel Curry, Juice WRLD, & Lil Pump spędzili lata na tej planecie. Hip-Hop może być postrzegany jako gra dla młodych mężczyzn, ale Jay wydaje się być rzadkim wyjątkiem; kimś, kto jest w stanie chodzić po obu stronach komercyjnej i artystycznej linii z nienaturalną łatwością. Płyty takie jak Watch The Throne, Magna Carta… Holy Grail, & EVERYTHING IS LOVE pokazały, że jest on bardziej niż zdolny do zabawy z dzisiejszymi dzieciakami i znacznie je przewyższa. Podczas gdy Jay-Z, którego mogliśmy znać 12 lat temu, bez wysiłku pokonywałby drogę przez niezliczone zawiłe, ale proste flow jako czyste ćwiczenie, 4:44 stawia mocny argument przeciwko tym, którzy twierdzą, że starzenie się z gracją w Hip-Hop jest niemożliwe, wiercąc w dół, co Rap & liryzm są w swoich podstawowych zasadach. Hov – szybko zbliżający się do 50-tki – nie był już zainteresowany nadążaniem za dzieciakami. Przyjął rolę ojca lub starszego męża stanu; oświeconego biznesmena, który opanował pracę nad tajnikami & outs tej samej branży, którą nauczył się zdominować. Hov przybrał wiele twarzy; początkowo pojawił się jako zakręcony król kokainy, a następnie przekształcił się w głównego dyrektora generalnego Rapu, ale nigdy żadna z tych twarzy nie była nim w rzeczywistości. Hova w 2017 roku nie był w ogóle Hovą; był, po raz pierwszy, po prostu Seanem Carterem. I to właśnie Sean Carter wylądował Hovowi kolejny bardzo potrzebny klasyczny album, jego 4. w karierze trwającej grubo ponad 15 lat. Albumy takie jak Reasonable Doubt & The Blueprint są po prostu ponadczasowe, pozornie nigdy się nie starzeją w świecie, który nieustannie pcha się naprzód w nieznane.

Jeśli JAY-Z był zimnokrwisty, wykalkulowany i cichy, Eminem zawsze stanowił wyraźne przeciwieństwo tego. Jest krzykliwy, mówi to, co myśli, obsesyjnie przeklina i nie boi się czegoś spieprzyć. Jeśli JAY-Z był kiedyś głosem dzielnicy, Eminem był głosem rozwścieczonej klasy średniej w Ameryce, która była zbyt prymitywna, aby publicznie wyładować swoje frustracje. Regularnie celował w innych celebrytów, polityków, przywódców religijnych, nauczycieli, innych raperów, a nawet własną matkę. Jego talent do lirycznej akrobatyki, siekania sylab, płynięcia i łączenia fraz jest niemal niezrównany. Rymuje słowa, które nie powinny się rymować, buduje dziwaczne narracje wokół niedorzecznych tematów i rutynowo rapuje w kółko wokół swoich cech. Jest najlepszym przykładem lirycznego atlety. Jednak pomimo tego, że ma techniczne predyspozycje, by oszołomić słuchaczy ogarniętych obsesją na punkcie jego słownego i zangielszczonego stylu, Eminem regularnie traktuje swoje albumy jak trening lub wyczyn wytrzymałościowy. Eminem nie tworzy klasycznych albumów. On tworzy dziwne, przesadzone horrory lub thrillery psychologiczne z niespójną i często zagmatwaną fabułą, które rutynowo trwają o wiele dłużej niż powinny. Jego czczone klasyki, a la The Slim Shady LP, The Marshall Mathers LP, & The Eminem Show nie są klasycznymi dziełami samymi w sobie, są za to klasycznymi płytami ze względu na momenty, które ukradły w oczach mainstreamu i retrospektywnie momenty, które stały się ich udziałem. Teraz są po prostu nowatorskimi dziełami. Klasyczne płyty tak, ale jednak nowości.

JAY-Z jest daleki od posiadania idealnej dyskografii. Kingdom Come, The Blueprint 3, & Magna Carta… Holy Grail to płyty, które nie trzymają się dobrze ani w czasie, ani nawet w chwili obecnej. Ale co ważne, nawet podczas załamania kariery, Jay kontynuował rozwój w kierunku czegoś nowego, bez względu na to, jak krytycznie został przyjęty, podczas gdy Eminem pozostał w stagnacji. Jego kariera stała się czymś w rodzaju rutyny, którą można wrzucić do różnych przegródek: tu wstaw historię seryjnego mordercy, tam wstaw historię seryjnego mordercy. Wstaw piosenkę z żeńską gwiazdą popu na haku tutaj. Wstaw 3 wersy w strukturze Verse-Hook-Verse-Hook-Verse-Hook. Zostaw długie, 5+ freestyle’owe piosenki na drugim końcu. Piosenki o przemocy domowej trafiają na półkę #4. Piosenki, które przywołują jego alter ego idą do najbliższego kosza na śmieci. Nie zapomnijcie też o jego sygnowanych „prawdziwym gównem” piosenkach.

Przez większość swojej kariery Eminem nie zdołał wyrwać się z narzuconego przez siebie cyklu typów piosenek. I chociaż JAY-Z również był temu winny, nawet w najbardziej popowych momentach swojej kariery okazał się o wiele mniej przewidywalny. Podczas gdy Eminem czuje się komfortowo w roli gniewnego dziadka Hip-Hopu, JAY-Z zdołał zadomowić się w wielu rolach rapera w trakcie swojej kariery, a każda faza jest niemal tak samo fascynująca jak poprzednia. Nieustannie poszukując kolejnej artystycznej ewolucji i ostatecznie dojrzewając w swoim brzmieniu do czegoś bardziej swojskiego i ciężkiego, JAY-Z wyprzedził Eminema o niewiarygodną liczbę lat. I z tego co widać, będzie to robił nadal.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *